Przejdź do zawartości

Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Ryta.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

— Wnet pan zrozumie! Siostrą, ale przyrodnią!... Właściwie nieślubnem dzieckiem mojego ojca...
— Ach....
— Oczywiście, muszę obecnie poruszyć sprawy bardzo drażliwe i bardzo poufne... Wzdragałam się to uczynić dotychczas, tembardziej, że byłam związana danem ojcu słowem....
W milczeniu skinął głową. Ona, jakby z zażenowaniem, jęła opowiadać.
— Ojciec, przed ślubem z moją matką, utrzymywał bliski stosunek z pewną artystką... Występowała ona na scenkach różnych kabaretów, pod pseudonimem Mary Orano...
— Ta słynna awanturnica! — znów zawołał, uderzając się w czoło, bo na myśl mu przyszło wspomnienie. — Przezwana „szaloną Mary“? Czytałem w pismach, że miała ona mniej więcej przed rokiem pozbawić się życia, w przystępstwie szaleństwa...
— Tak! Ta sama! Moja przyrodnia siostra jest jej córką. Również ma na imię Mary, niestety skłonność do obłędu, odziedziczyła po matce... Tylko, że poznaliśmy się na tem za późno...
Pochłaniał jej słowa, coraz bardziej zaintrygowany.
— Kiedy Mary przyszła na świat, pani Orano koniecznie pragnęła, aby mój ojciec ją poślubił. Możliwe, że byłby tak postąpił, chcąc dać dziecku nazwisko, gdyby go nie zraziły wybryki artystki i jej dziwaczne postępowanie...

Panna Ryta, opowiadała dalej. Znać jednak by-

189