Przejdź do zawartości

Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Ryta.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

— Kto?
— Stratyńska! Panna Ryta Stratyńska!
— Oszalałeś chyba!
Otocki roześmiał się, rad z wywołanego wrażenia. Również w duchu śmiała się Vera, przybrawszy pozornie zdumioną i pełną niedowierzania minę. Wypadało jednak zaprzeczyć.
— Oszalałeś! — zawołała niby to z oburzeniem — Ryta? Pomyłka! Halucynacja...
— Wykluczone, abym się pomylił! Nie uległem halucynacji! Przysięgam, że panna Ryta Stratyńska jest tą samą osobą, która nocowała u mnie, pozostawiła walizkę, twierdząc później, iż zginęły z niej kosztowności....
— Mylisz się! Może niezwykłe podobieństwo?
— Powtarzam, omyłka wykluczona...
— Nie do wiary! Czy usiłowałeś z nią nawiązać rozmowę? — tym razem w oczach Very przemknął błysk niepokoju.
Otocki jednak, o ile był dobrym psychologiem w swych powieściach, o tyle, obecnie tak czuł się podniecony swem opowiadaniem, iż nie miał czasu zwrócić uwagi na ledwie dostrzegalne zmiany w zachowaniu się kochanki.
— Ależ naturalnie! — odrzekł żywo — skorzystałem z dogodnego momentu, podszedłem do niej i zapytałem wprost, czy mnie poznaje...
— I cóż? — w głosie grzesznicy spotęgował się niepokój.

— Oświadczyła stanowczo, że widzi po raz pierwszy w życiu! Kiedym począł nalegać, popatrzy-

8