Przejdź do zawartości

Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Grzesznica.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

— Vero, przebacz...
Jak zahypnotyzowany, wpijał się w nią wzrokiem. Ciągnęło go, nęciło to nagie ciało... lecz nie śmiał...
— Idę! — szepnął pokornie, a ten, któryby nawet znał go dobrze, nigdyby nie przypuścił, że potrafi stać się równie uległy.
— Zawiadomię cię jutro... — rzuciła.
Audjencja była skończona...
Tak zazwyczaj postępowała z mężczyznami pani Vera — i to nawet w tych wypadkach, gdy tych[1]

Tejże nocy, choć o kilka godzin wcześniej, na drugim krańcu miasta, odbywała się nie mniej ożywiona i zagadkowa rozmowa...
Odbyła się ona w jednym z domków przy ulicy Czerniakowskiej, w małem, w głębi podwórza ukrytem mieszkanku.
W mieszkanku tem znajdowały się trzy osoby — właścicielka — pani Jengutowa — duża i tęga, starsza już baba, o nalanej twarzy i nieco krzywem jednem oku, młody apasz, popularnie w sferach złodziejskich zwany — „mądrym Józkiem“ — oraz nasza dobra znajoma — tajemnicza panna Ryta... czy też Felka...

Właściwie na złe przyjęcie, nie mogła się ona uskarżać...

  1. Przypis własny Wikiźródeł Brak dalszej części zdania.
79