Przejdź do zawartości

Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Grzesznica.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

już dziś pracować nie jest w stanie, a u pani Lali, rychlej o dręczących go zagadnieniach, zapomni.

Kiedy Otocki, wręczywszy w przedpokoju narzutkę i kapelusz, sztywnemu, niczem lord angielski, lokajowi, znalazł się w jasno oświetlonym salonie, pani Lali, panowało tam już ożywienie wielkie.
Osób zebrało się kilkanaście, podzielonych na mniejsze, lub większe grupki. Wśród czarnych wieczorowych strojów panów wyrastały, jak bukiety kwiatów, barwne suknie pań, tworząc kolorowe plamy. Zewsząd dobiegał gwar żywych rozmów, przerywany niekiedy wesołym śmiechem kobiecym.
Pani Lala zbliżywszy się do Otockiego, wyciągnęła na powitanie pięknie wymanicurowaną i ubrylantowaną rączkę.
— Bardzo ładnie z pańskiej strony, że pan przyszedł, rzekła, patrząc nań filuternie. — Wiedziałam, jaki podziała magnes...
— Tym magnesem jest stale obecność pani...
— Proszę bez komplementów! Znamy się za dobrze.. Ręczę, że płonie pan z ciekawości, aby się dowiedzieć kim jest tajemnicza grzesznica...
— Nie przeczę...
— Otóż pomęczy się pan chwilę! Bo jej jeszcze niema! — szepnęła tajemniczo i rzuciwszy mu przekorne spojrzenie oddaliła się do którejś z grupek swych gości.

— Hm.. — mruknął coraz bardziej zaintrygowany — próba cierpliwości... Ale i tak się dowiem.

51