Strona:Sonety Shakespeare'a 1913.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II.

Gdy zim czterdzieści osaczy Twe skronie,
Bruzdami ryjąc gładkie Twoje czoło,
Młodości krasa, co dziś świetnie płonie,
Zwiędnie jak wyschłe, niecenione zioło.
»Gdzież piękność taisz?« ktoś Ciebie zagadnie,
»Gdzie skarby wiosen pożądliwych skryte?«
Jeśli odpowiesz: »W Twych oczach odbite«,
Twą próżną chwałą zawstydzisz się snadnie.
Lepiej bym chwalił piękności użytek
Gdybyś mógł odrzec: »To dziecię nadobne,
To mój obrońca i cały dobytek,
Gdyż blaskiem moim, w spadku wziętym, zdobne«.
Wówczas wiersz dziecka natchniony urodą,
Gdy krew Twa zziębnie, śpiewałby ją młodą.


Grafika na koniec utworu 3.png