Strona:Sofokles - Król Edyp.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wzniósł je i wraził w swych oczu źrenice,
1270 

Jęcząc: że dotąd wyście nie widziały,
Co ja cierpiałem i com ja popełnił,
Przeto na przyszłość w ciemności dojrzycie,
Czegobym nie chciał, co chcę, nie poznacie —

Wśród takich zaklęć, raz wraz on wymierza
1275 

Ciosy w powieki; wydarte źrenice
Zbarwiły lica, bo krew nie ściekała
Zrazu kroplami, lecz pełnym strumieniem
I z ran sączyła wdół czarna posoka.

To się z obojgu zerwało nieszczęście,
1280 

Nieszczęście wspólne mężowi i żonie. —
Była tu świetność zaprawdę świetnością
Za dni minionych, w dniu jednak dzisiejszym
Nastała groza, śmierć, hańba i jęki,

Nie brak niczego, co złem się nazywa.
1285 
CHÓR

Cóż więc poczyna teraz ów nieszczęsny?

POSŁANIEC

Krzyczy, by bramy rozwarto i Tebom
Wskazano tego, co ojca zmordował,
Co matkę — wstręt mi przytoczyć te słowa; —

Woła, że z kraju uchodząc, pod klątwą
1290 

Tu nie zostanie, jak sam się zaklinał.
Lecz brak mu siły i brak przewodnika,
Bo złe zbyt ciężkie na niego runęło.
Wnet to ujrzycie, bo bram tych zawory

Się roztwierają, a stanie przed wzrokiem
1295 

Taki wam widok, że wróg by zapłakał.

CHÓR
1297-1368 

O straszny los dla ludzkich ócz,
Straszniejszy cioś od wszelkich klęsk,
Które widziałem na ziemi.