Strona:Sofokles - Król Edyp.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kasta uczynić postanowiła, a nie zdaje sobie także sprawy, że katastrofa zawisła już bezpośrednio nad całym domem. I jak w życiu przed zgonem złoci czasem promień złudny nadziei nędzę ludzkości, tak i w tragedji greckiej wyprzedzają niekiedy ostateczną perypetję jakieś wybuchy otuchy i ułudy.
W pieśni (w. 1086–1109) wyraża chór swe radosne przypuszczenie, że Edyp, który nie był dzieckiem korynckich władców, wśród szczytów Kiteronu jako syn jakiegoś boga lub bogini ujrzał światło dzienne.
Bezpośrednio jednak potem prawda w całej nagości i sromie ujawnia się przed Edypem. Posłaniec z Koryntu wraz z dostawionym pasterzem tebańskim wyznają w czwartem epeisodion (w. 1110–1185) wszystkie szczegóły z przeszłości Edypa; ten pasterz tebański odebrał był z rąk Jokasty niemowlę i wręczył je znajomemu pachołkowi korynckiemu. W przystępie rozpaczy i szału wybiega teraz Edyp, podobnie jak przedtem jego żona i matka, ze sceny, aby we wnętrzu domostwa porachować się ze swojem nieszczęściem, z tem, że przejrzał już do głębi otchłań swego upadku i klęski. Po stopniach coraz większego poniżenia i przez ciernie i głogi coraz bardziej krwawiące doprowadził poeta swego bohatera z wyżyn tronu do nędzy i poznania siebie, największego i najtrudniejszego anagnorismos, jaki widnieje na kartach greckiego dramatu.
I przejrzał nawet wreszcie ten chór, któremu wdzięczność wobec Edypa zamykała dotąd oczy na rzeczywistość. Przejrzał tak dalece, że wobec tego upadku przestał wierzyć w możliwość szczęścia na ziemi. Ponurem Miserere nad marnością życia i znikomością chwały