Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tym prawem świat ten stanął: szkody z korzyściami
Mieszają się; dziś słońce, jutro się chmurami
Niebo czerni; godzina jedna — nie jednaka;

Może być z pana żebrak, może pan z żebraka.
120

A kiedy kto upadnie, więc się już nie dźwigać?
I opuściwszy ręce, nieszczęściu podlegać?
Pobiją zboża grady, przedsię oracz w pole
Z pługiem idzie, nie pomniąc o prożnej stodole.

A pan Bog zaś tak hojnie, jako Pan zaradza,
125

Że się i grad, i wszystek głodny rok nagradza.
Pomnisz, kiedy nam sady zima posuszyła?
One sady rozkoszne! niecierpliwa była
Moja Olenka, swoje wyrąbać kazała,

Jakoby do palenia inszych drzew nie miała!
130

Kędy nie wyrąbano, znowu się z korzenia
Puszczały. Jam się musiał udać do szczepienia,
I teraz z łaski bożej mam tak piękne sady,
Że mię niemi nie przejdzie nikt miedzy sąsiady.

Widziałem, kędy domy drzewiane[1] zgorzały,
135

Tam potym kamienice murowane stały.
Czasem pan Bog nawiedzi, abo za karanie,
Abo chcąc wzbudzić więtsze do czego staranie.
Kiedy człowiek zdrow, insze rowniejsze[2] są szkody

Gdy drzewo całe, będą na nim i jagody.
140

I ty się nie opuszczaj: Bog bierze, Bog daje.
Trzeba. się starać o się, poki człeka staje.
Po Bogu jest nadzieja w dobrym przyjacielu.
Za twoim zachowaniem najdziesz takich wielu,

Co cię zapomożemy: od mnie jednego
145

Przyjmi parę czabanek[3], od kogo drugiego
Będzie więcej. Tylko tu przemięszkiwaj z nami.

  1. drzewiany — drewniany
  2. rowniejszy — mniejszy
  3. czabanka — wielka krowa podolska