Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zachowuje się tak głupio, jak ten, z którym się jego »misya« rozchodzi.
— Znam pewnego wielkiego pisarza — rzekła jedna z pań — który uważał swe życie za chybione, ponieważ nie został baletmistrzem. Zapewniał zawsze, że to byłoby jego prawdziwem powołaniem; nieszczęśliwym trafem zaszła przeszkoda w wykonaniu tego.
— To przypomina mi mego biednego przyjaciela, ojca Meunier — rzekł ksiądz — czuł on się powołanym pójść jako misyonarz do Chin i uczynił to, ale musiał się jednak pomylić, bo tam nawrócił się do buddyzmu.
— Powołanie wewnętrzne jest największym kuglarzem — rzekł malarz. — Żartuje sobie tylko z nas ludzi.
Jeden Bartout tylko upierał się przytem, jak piękną jest rzeczą na podstawie tego wyższego musu działać, tego musu, który zwiemy wewnętrznem powołaniem.
— Ależ panie, przypominam sobie teraz, że znałam rodaczkę pana, która miała wewnętrzne powołanie — zaczęła siostra miłosierdzia. — Powołanie to nie miało wprawdzie nic wspólnego z opiekowaniem się chorymi, lecz wszystko jedno... Jeśli pan pozwoli, opowiem panu jej historyę. Była to jedna z naszych najlepszych sióstr i należała do zakonu długo przedtem, nim tam przyszłam, i ona uczyła mnie moich obowiązków.