Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Opowiadała, że jej mąż, litograf, właśnie teraz kazał odbić sto tysięcy portretów papieża. Jeżeliby papież teraz umarł, ani połowy nie sprzeda, ba, nawet czwartej części. Będzie zrujnowany. Cały majątek postawiony na kartę.
Pospieszyła dalej zbierać nowiny, aby módz pocieszyć męża, który nawet nie miał odwagi wyjść na ulicę, siedząc w domu pełen rozpaczy nad swem nieszczęściem. Matka jej jednak stała wciąż jeszcze na ulicy i mruczała do siebie: To nie może być, żeby on umarł. To naprawdę nie może być, żeby on umarł.
Wstąpiła do najbliższego kościoła, uklękła i modliła się o życie papieża.
Kiedy znów powstała aby pójść dalej, wzrok jej padł na mały obraz wotywny, wiszący tuż nad jej głową. Przedstawiał on śmierć, wyciągającą straszliwy miecz obosieczny, aby zabić niem młodą dziewczynę, podczas gdy jej matka stanęła między nimi, daremnie starając się za córkę cios odebrać.
Długo stała tak zamyślona przed obrazem: — Śmierć jest bardzo dokładnym rachmistrzem — rzekła — nigdy nie słyszano, żeby odstąpiła młode życie za stare. Może byłaby mniej nieubłaganą, gdyby jej ofiarowano młode za stare.
Przypomniała sobie słowa syna i dreszcz nią wstrząsnął. Pomyśleć, że śmierć mogłaby go wziąć za słowo!