Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

go chce mieć, niechaj go pozostawi takim, jakim jest teraz.
— Ale jeśli państwo w potrzebie? — rzekł pastor.
— Państwu lepiej służy się ludźmi, aniżeli pieniądzmi, — rzekł król i mówiąc to, pożegnał pastora i opuścił zakrystyę.
Na dworze stał tłum tak samo milcząc, jak i pierwej. Ale kiedy król zstąpił ze schodów, podszedł do niego chłop.
— Rozmawiałeś więc z naszym proboszczem? — zapytał.
— Tak, rozmawiałem z nim, — odrzekł król.
— W takim razie otrzymałeś pewnie naszą odpowiedź — powiedział chłop. — Prosiliśmy cię, byś wstąpił do zakrystyi i rozmawiał z naszym proboszczem, bo on miał ci oznajmić naszą odpowiedź.




W SALI SĄDOWEJ.




Rzecz dzieje się hen daleko w sali sądowej na prowincyi. Przy stole sądowym, w głębi sali, siedzi sędzia, mężczyzna wysoki, dobrze zbudowany, o rysach twarzy szerokich, grubych. Już od kilku godzin rozstrzygał sporne sprawy jedną za drugą i opanowało go już w końcu coś,