Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

błąkał się po lesie, poszukując kopalni, a proboszcz zauważył, że jak tylko wychodził z domu, śledzili go, aby zobaczyć, czy nie idzie do kopalni srebra, i tak obrabować go z tajemnicy.
Kiedy się rzeczy tak miały, proboszcz zwołał chłopów.
Najpierw przypomniał im te wszystkie nieszczęścia, jakie spowodowało odkrycie kopalni srebra, i zapytał, czy chcą się dać zniszczyć, czy też chcą się ratować. Potem im powiedział, że od niego, od swego proboszcza nie powinni oczekiwać, żeby on przyczynił się do ich upadku; postanowił nikomu nie zdradzić, gdzie owa góra srebra się znajduje, i sam także nigdy nie będzie z niej czerpał majątku. A potem zapytał chłopów, jak chcą na przyszłość postąpić. Jeśli chcą w dalszym ciągu szukać owej kopalni i czekać na bogactwa, to w takim razie on pójdzie precz od nich, tak daleko, żeby go nie doszła żadna wieść o ich nędzy. Ale jeśli tej myśli o kopalni zaniechają i staną się tacy, jakimi byli przedtem, chce pozostać między nimi. Ale jakkolwiek się zdecydujecie — kończył proboszcz — wiedzcie, że odemnie nie dowiecie się o kopalni.
— Jak postanowili chłopi? — zapytał król.
— Uczynili tak, jak żądał ich proboszcz — odparł pastor. Przyznali, że to jest mądrze powiedziane, i przyrzekli nie myśleć więcej o kopalni. Poznali, że proboszcz pragnie ich dobra, jeśli przez