Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Słyszał, jak więzień prosił straży, by mógł parę słów pomówić z proboszczem.
Zbliżył się więc do wozu i więzień zwrócił się do niego: — Jesteś więc jedyny, który wie, gdzie jest srebrna góra. — Jakto, co mówisz, Olofie? — zapytał przboszcz.
— Tak, proboszczu; odkąd dowiedzieliśmy się że posiadamy srebro, nie mogliśmy z bratem utrzymywać przyjaźni, jak pierwej; wciąż kłóciliśmy się. A wczoraj wieczorem sprzeczaliśmy się, kto z nas najpierw odkrył kopalnię, czy też o co innego się kłóciliśmy, dość, że popadliśmy w sprzeczkę i ja zabiłem brata, a on mi też dał porządny cios tu w czoło. I tak pójdę na szubienicę, a ty będziesz jedynym, który coś wie o kopalni. Dlatego chcę cię o coś prosić.
— Mów śmiało — odrzekł proboszcz — a zrobię wszystko dla ciebie, co będę mógł.
— Wiesz, że pozostawiam kilkoro drobnych dzieci — zaczął żołnierz, ale proboszcz mu przerwał słowy:
— Co się tego tyczy, możesz być spokojny. Otrzymają to, co jest twoim udziałem w kopalni, tak, jakbyś ty sam był przy życiu.
— Nie, — rzekł Olof Svärd — chciałem cię prosić o co innego. Niech żadne z nich nie bierze udziału w tem, co wyjdzie z tej kopalni.
Dreszcz wstrząsnął proboszczem, milczał i nie mógł słowa przemówić.