Przejdź do zawartości

Strona:Selma Lagerlöf - Legendy Chrystusowe.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

czej, jak jeno dobrocią i miłością bliźniego — rzekła kobieta.
 Raniero roześmiał się na tę odpowiedź. Wydał się sam sobie niezbyt osobliwym apostołem tych właśnie dwu cnót.

☆

 Wjeżdżając pomiędzy wzgórza poznał Raniero, że się już znajduje gdzieś blisko Florencji.
 Przypomniał sobie, że niebawem przyjdzie mu się rozstać ze świecą. Rozmyślał o namiocie w Jerozolimie poniechanym a pełnym skarbów zdobycznych, wspomniał walecznych rycerzy w Palestynie i jakby się oni radowali, gdyby wróciwszy do wojennego rzemiosła na nowo prowadził ich do zwycięstw i chwały.
 Zastanowił się nad tym dlaczego obrazy te nie uśmiechają mu się już wcale, a pragnienia jego inny zgoła przybierają kierunek.
 Po raz pierwszy zauważył, że od dawna nie był już tym samym człowiekiem, który ze świecą płonącą wyruszył z Jerozolimy. Obawa o całość płomyka nauczyła go cenić przede wszystkim ludzi spokojnych i miłosiernych, wstrętu zaś nabrał do gwałtownych i szukających zwady.

 Rad myślał o cichych, rozsądnych pracownikach w domach swoich i chodziło mu nawet po głowie, że sam zamieszkałby teraz chętnie w swej