Strona:Selma Lagerlöf - Kopalnia srebra.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nierzy, oberżysta, wieśniak i miejscowy proboszcz. Tego dnia nie wiodło im się wcale, usiedli więc, żeby wypocząć i mówili, że w całym lesie niema ani kawałka ziemi, zdatnej do uprawy, nic, tylko skały i bagna. Wtem proboszcz zauważył coś błyszczącego pod mchem. “Jaki to szczególny kamień — rzekł — wygląda jak ołów.” Tamci zerwali się i odgarnąwszy mech kolbami, ujrzeli szeroką żyłę świecącego kruszcu...
— Czy który z nich znał się na kruszcach? — przerwał król, otwierając jedno oko.
— Nie. Ucieszyli się bardzo z tego odkrycia i postanowili wysłać proboszcza do Falun, żeby dowiedział się, co to za kruszec. Przedtem przysięgli nie zdradzić się przed nikim że znaleźli skarb. Każdy snuł plany na przyszłość i widział się już bogatym.
Naczelnik górnictwa w Falun obejrzał