Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. I.djvu/106

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Inspektor i gospodarz milczeli, zrozumieli jednak, że radny zrobił wielki krok naprzód. Ten rozpoczął też natychmiast mówić o kwestyi wstrzemięźliwości i jej pożytku.
    Karina została i przysłuchiwała się; zgadzała się ze wszystkiem, co mówił.
    Wieśniak poznał szybko, że to właściwy sposób pozyskania jej i dlatego obszernie rozwodził się o wódce i o pijaństwie.
    Karina poznała swe własne, niewypowiedziane słowa, które w ostatnich latach cisnęły jej się na usta i cieszyła się, że tak możny i rozumy człowiek podzielał jej myśli.
    W pośród rozmowy radny gminny spojrzał na Halfvora. Siedział on zły i przygnębiony, a filiżanka kawy stała przed nim nienaruszona.
    „Pewnie, przykro to dla niego“, myślał Berger Swen Person, „zwłaszcza, jeżeli to prawda, co ludzie mówią, że on Eljaszowi trochę dopomógł do śmierci, a właściwie był to tylko szlachetny czyn, że uwolnił Karinę od tego strasznego człowieka“. A że mu się zdawało, iż teraz prawie wygrał partyę, był życzliwie usposobiony dla Halfvora. Podniósł swą filiżankę, zwrócił się ku niemu i rzekł: „Na twoje zdrowie Halfvorze! Byłeś z pewnością bardzo pomocnym Karinie, żeś się zajął tym nędznym człowiekiem, z którym była zamężną“. Halfvor siedział spokojnie, wpatrzył się tylko