Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Widzę, że za lat kilka ptaki moje zajmą tu cały dom. A jak przeszły święta Bożego Narodzenia?
— Święta Bożego Narodzenia? Pani radczyni cały dzień robiła pończochę i myślała o swoim synie. Wieczór Bożego Narodzenia przeszedł u nas jak inne wieczory. Ani choinki, ani podarunków. Nie jeździliśmy do kościoła i nie było świątecznego obiadu.
— Pani radczyni zapomina o Synie Bożym, sądząc, że On zapomniał o jej synie... Cóż jej syn, zapewnie teraz w domu? A może mu lepiej?
— Nie, nie lepiej, wciąż taki bojaźliwy.
— Czy ubiera się po chłopsku, i nie wchodzi do pokoju?
— Tak.
— Je w kuchni i śpi w drwalni?
— Tak.
— I wy nie wiecie, jak go uleczyć?
— Nie wiemy nic, nie rozumiemy nic.
Kuma Troska milczy przez chwilę i znów zaczyna mówić jescze ostrzejszym tonem.
— To się może jeszcze zmienić; a pomimo wszystko nie jestem z was zadowoloną.
Odwróciła się od imość Stawy i uporczywie zaczęła wpatrywać się w Ingrydę, która cofnęła się wstecz przerażona.
Kuma Troska miała małą zmarszczoną twarz, zęby, brwi i ciemna cera czyniły ją łudząco podobną do nietoperza.
— Gdy ta dziewczyna tu przyszła, myślalyś-