Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Obawa jej pierzchła. Dobroczynne ciepło rozlało się po jej skostniałych członkach.
Jak to dobrze, że on przyszedł i wprowadzi ją na nowe miejsce. Raz po raz obracała głowę w lewą stronę, właściwie wyraźnie widziała tylko uśmiechnięte z dobrocią usta jego, a gdy stanęła, chcąc mu się lepiej przyjrzeć — zniknął. Następnie znów się zjawił i szedł obok niej.
Nie mówił nic, tylko się uśmiechał, ale to było wystarczające — czuła, że jest ktoś, kto się nią opiekuje.
I dlatego, gdy weszła do kuchni dworskiej, policzki jej krasił lekki rumieniec i oczy błyszczały wesoło; wątłą była i nikłą, jak świeżo rozkwitły kwiatek, i jak on wdzięczny.
Spoglądała, jak we śnie i zaledwie ją dziwiło, że w kuchni są dwie Anny Stine, łudząco do siebie podobne.
Druga Anna Stine była ładnie ubraną, miała na sobie wełnianą spódnicę i biały czepek, związany pod brodą. Minęła długa chwila, nim się domyśliła, że ta druga, to zapewne siostra Anny, gospodyni Stawa.
Obok kuchni był pokoik z meblami w niebieskich pokrowcach, tam Stawa zaprosiła swoich gości i poczęstowała kawą z doskonałem ciastem migdałowem.
Anna Stine bez straty czasu przystąpiła do celu swej wizyty. Wie ona dokładnie, że Stawa cieszy się takiem zaufaniem pani radczyni, że ta porucza jej przyjmowanie służby. Ingryda wycho-