Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jak strasznem będzie jej położenie, gdy grób zasypią. Nie panowała nad myślami swemi tak, jak człowiek śpiący nie panuje nad marzeniem sennem.
— Przekonałam się, że na całym świecie nie ma nic takiego, co obudziłoby we mnie ochotę do życia. Ody ta uwaga przesunęła się przez myśl dziewczyny, zdawało się jej, że wierzch trumny i chusteczka, leżąca na jej twarzy, stały się przezroczyste: ujrzała przed sobą ogrody z cudnemi owocami, piękne suknie i skrzynię srebrnych pieniędzy.
— Nie, to mnie nie znęci, rzekła i zamknęła oczy przed temi wspaniałościami.
Gdy po chwili otworzyła oczy poprzednie widzenie znikło, natomiast na brzegu mogiły siedział anioł z białemi skrzydłami.
— Witaj, aniele boży, przemówiła do niego.
— Witaj Ingrydo, — odrzekł, leżysz tu sobie próżnując, pomówmy nieco o dawnych czasach.
Wyraźnie dochodziły do uszu Ingrydy słowa anioła, nie były podobne do mowy ludzkiej, głos brzmiał, jak dźwięk skrzypiec, lub harfy.
— Czy pamiętasz Ingrydo, jak pewnego dnia, żył wówczas jeszcze twój dziadek, spotkał was student i chodził z wami dzień cały i grał na skrzypcach dziadka twego?
Uśmiech rozjaśnił twarz umarłej.
— Czy pamiętam? nie minął dzień, abym o nim nie wspomniała, przez te wszystkie lata.
I ani jednej nocy, abyś o nim nie śniła. A gdy