Strona:Samuel - Adalberg - Księga przysłów.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Księga” zawiera około 5,100 wyrazów głównych, czyli pojedynczych artykułów, liczących bez mała trzydzieści tysięcy przysłów, nie rachując odmianek, których liczba, sądzę, wyniesie ze czterdzieści tysięcy. Są to cyfry, o których, rozpoczynając pracę w r. 1883, nie ważyłem się nawet pomyśleć.
Taką jest praca, którą się pokusiłem zapełnić ważny brak w literaturze; czy szczęśliwie, nie moja to rzecz oceniać. Czy praca niniejsza jest kompletną, bez błędów i źródłowe studja nad przysłowiami wyczerpującą? Daleki jestem od tych myśli, a najdalej od ostatniej. Nie ulega wątpliwości, że mimo tak długiej pracy i szperań najusilniejszych „Księga” nie jest kompletną, a mniej jeszcze wolną od błędów, omyłek, opuszczeń rzeczy mniej lub więcej ważnych. I nie może nią być praca przeszło dziesięcioletnia. Walczyła ona przez ten czas z trudnościami najrozmaitszej natury, a dość często, latami całemi, poświęcać jej mogłem zaledwie godziny nocne, wolne od innych zajęć. Nie zawsze i nie wszędzie też „Księga” spotykała się z przyjaznym dla niej usposobieniem i gotowością do pomocy. Przychodziło jej wielokrotnie walczyć z silnym jeszcze uprzedzeniem do folklorystyki, uważanej w pewnych nawet kołach uczonych za amatorską tylko zabawkę, niegodną umysłu samodzielnego i myślącego. W ciągu tak długiego okresu pracy nie jedno też przekonanie, nie jeden pogląd naukowy jej autora uległ zmianie i dziś chętnieby to lub owo z „Księgi” usunął lub zmienił. Pracą niniejszą chciałem zresztą zbudować nie dom cały i skończony, bo to przechodzi siły jednostki, ale trwałe i pewne, bo na fundamencie oparte rusztowanie, któreby przyczynić się mogło do zbudowania nauki przysłowioznawczej u nas i sprowadzenia jej z torów dyletanckich na ściśle naukowe. Wyczerpanie krążących jeszcze wśród ludu, a więc najcenniejszych przysłów, odgrzebanie już zapomnianych z pisarzy staropolskich, dawnych rękopisów, wokabularzy, gramatyk, wreszcie z ukazujących się wciąż przedruków dzieł nieznanych, winno być najbliższym zadaniem tego, który obecnie pracą przysłowioznawczą się zajmie. Nieodzownym też jest, że tak powiem, krytyczne przesianie posiadanych już zbiorów, zwłaszcza od nazwisk i miejscowości i wyłączenie z nich tego, co do zbioru należeć nie może i nie powinno, a co nie jeden krytyczny nawet zbieracz do przysłów zaliczył. Cenne usługi oddać może nauce przysłowioznawczej krytyczne wydanie Rysińskiego z porównaniem wszystkich wydań, jak również Knapskiego, a przynajmniej jego części polskiej, z objaśnieniami łacińskiemi. Nagromadzone w ten sposób i krytycznie oczyszczone ziarnka „filozofji narodu”, rozpatrzone w osobnych studjach: językowych, historycznych, obyczajowych i t. p. dadzą nam obrazy, w których znajdziemy niejeden rys nowy, a może i nie jedno dziś ciemne miejsce jego przeszłości stanie się jasnym i zrozumiałym.
Pozostaje mi jeszcze wyrażenie słów prawdziwej wdzięczności tym wszystkim, którzy przez cały czas uciążliwej pracy bądź radą, bądź przyczynkami „Księdze” pożytek przynieśli, a więc: wspomnianym już na początku niniejszego „Wstępu” osobom i instytucjom, oraz pp. C. Biernackiemu, S. Ciszewskiemu, P. Czarkowskiemu, Dr. W. Dybowskiemu, M. Federowskiemu,