Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


że ona zrozumieć, dlaczego nie wolno Heldar’owi postępować według własnego przekonania. Wszak nie krępowały go żadne obowiązki. Wprawdzie Opatrzność, uosobiona przez Maisie, powołała go do pomagania tejże Maisie, — ale zadanie nie było znów tak ważnem. Praca jej bowiem polegała na malowaniu przez długie lata obrazów, które czekały, aż je spotka zaszczyt przyjęcia na jakąś prowincyonalną angielską wystawę. Salon paryski, ile razy tylko Maisie skłoniła Kami’ego do posłania dzieł swych, stale je zawsze odrzucał. Przyszłość więc dla niej streszczała się w wiecznem malowaniu płócien, których nigdy świat oglądać nie będzie.
Głos rudowłosej, narzekającej na gorąco, przerwał niemile zadumę Maisie.
Tak, zawsze to samo... Przez lata całe będzie dzielić życie między małą pracownię w Londynie i letnie miesiące spędzane pod kierunkiem Kami’ego w Vitry-sur-Marne. Otóż nie. Zapisze się do innej szkoły, przerzuci pod skrzydła innego mistrza, którego powaga ułatwi jej nareszcie powodzenie, nagrodzi długie lata mozolnych zabiegów, jeżeli tylko wytrwałość i trud niezmordowany dają prawo do nagrody.