Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Otóż westchnienia ostatnie były podniosłe i ku czysto duchowej dziedzinie zwrócone. Mogłeś się dorozumieć przy odrobinie sprytu, że jedyną ich przyczynę stanowi owa „Melancholia.“
Chodzili przez chwilę po pokoju, ramię w ramię, nie mówiąc ani słowa. Ryszard parsknął wreszcie śmiechem.
— Jakto, nie rozumiesz jeszcze, że chodzi tu o nowy obraz? Otóż wynędzniała postać Bessie i bezgraniczna obawa w jej oczach, złączone z paru smutnemi doświadczeniami życiowemi, jakie sam w ostatnich czasach odniosłem, zlane razem... Ale nie, nie umiem nic tłómaczyć o czczym żołądku.
— Ej, Dick’u, czy to nie nowe szaleństwo? Zamiast gonić za smutnemi wrażeniami i modelkami o wystraszonem spojrzeniu, lepiejbyś stokroć malował swoich żołnierzy.
— Tak sądzisz?
Wykręcił się na obcasie i z wesołą piosenką na ustach, przez widok Bessie wywołaną, zwrócił się ku swej pracowni.
W chwilę później siedział już przy biurku, pisząc czteroarkuszowy list do Maisie. Wylawszy serce swe w radach, zachętach i wynurzeniach, poprzysiągł, iż odtąd całą myśl swo-