Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dni? — zapytał. — Zależałoby mi na tem, żeby to było wcześniej,
— Mógłbym zadepeszować w ciągu dziesięciu dni, jeśli o to idzie — zapronowałem.
— Trudno mi go będzie znaleźć telegraficznie, jak myślę. On pojedzie tędy. Ma 23-go wyjechać z Delhi do Bombaju — to znaczy, że 23-go w nocy będzie przejeżdżał przez Adżmir.
— Ależ ja jadę na Pustynię Indyjską! — tłumaczyłem.
— Bardzo słusznie! — odrzekł. — Jadąc do Dżodhpore musicie się przesiadać w Marwar — musicie! — a on pojedzie przez Marwar wczesnym rankiem 24-go bombajskim pociągiem pocztowym. Możecie być wtedy w Marwar? To wam nie może zrobić różnicy, bo, jak to dobrze wiem, w tych państewkach środkowo-indyjskich nie znajdziecie dużo dobrych kąsków — nawet jeśli przedstawicie się jako korespondent „Mieszkańca Dżungli“.
— Próbowaliście kiedy tego „tricku“? — zapytałem.
— Ile razy! Ale Rezydenci zawsze was odnajdą i potem smarujecie pod eskortą do granicy, zanim zdołacie dźgnąć nożem. Lecz wróćmy jeszcze do mego przyjaciela. Ja muszę dać mu znać, co się ze mną dzieje, inaczej nie będzie wiedział, dokąd się obrócić. Byłoby