Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


njak, mówiąc po kociemu mruczącym, parskającym językiem rosyjskim do tego biednego stworzenia, odpowiadającego tak nieśmiało i z tak widoczną trwogą. Wobec tego jednakże, że Dirkowicz zdawał się go rozumieć, nikt się ani słowem nie odezwał. Wszyscy, pochyleni naprzód, dyszeli ciężko w pauzach rozmowy. Przy najbliższej okazji, gdy tylko nie będzie nic innego do roboty, Biali Huzarzy postanowili korporatywnie udać się do Petersburga na naukę rosyjskiego.
— On nie wie już, kiedy — zaczął mówić Dirkowicz zwracając się do oficerów, — ale powiada, że to już było bardzo dawno podczas wojny. Przypuszczam, że to musiał być jakiś nieszczęśliwy wypadek, bo mówi, że był z tym sławnym i świetnym pułkiem na wojnie.
— Rejestry! Rejestry! Holmer, przynieś pan rejestry! — zawołał mały Mildred.
Adjutant z gołą głową poskoczył do kancelarji, gdzie przechowywano rejestry pułkowe. Wrócił właśnie w porę, aby móc jeszcze usłyszeć zakończenie przemówienia Dirkowicza.
— Oto dlaczego, drodzy przyjaciele, z bólem serca muszę powiedzieć, że zaszedł tu przykry wypadek, którego można było uniknąć, gdy-