Strona:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


śliwcom, którzy potrafią sobie z niemi dać radę. Gdy będziesz głodny, przyjdź do mnie, a zobaczysz, czy mówię prawdę. Umiem zręcznie władać tem oto — (to mówiąc, wyciągnął przed siebie ręce) — a jeżeli kiedy znajdziesz się w pułapce, rad będę uiścić się z długu, jaki zaciągnąłem względem ciebie, względem Bagheery i starego Baloo. Życzę wam szczęśliwych łowów, moi mistrzowie!
— Jak on ładnie się wyraża! — wymamrotał Baloo, rad, że Mowgli podziękował tak grzecznie. Pyton złożył lekko na chwilę łeb swój na ramieniu chłopca i odezwał się:
— Dzielne masz serce i wytworny język; dzięki temu zyskasz szeroki rozgłos w dżungli, mój człowieczku. Ale teraz odejdź stąd czemprędzej razem ze swymi przyjaciółmi. Idź i prześpij się, bo księżyc już zachodzi, a nie jest rzeczą pożądaną, byś miał obaczyć to, co teraz nastąpi.
Księżyc już zniżał się poza krawędź wzgórz, a szeregi drżących małp, stłoczonych na murach i blankach, wyglądały w jego poświetli niby strzępy i cienie jakichś nieokreślonych przedmiotów. Baloo zszedł do zbiornika, by napić się wody, a Bagheera poczęła doprowadzać do porządku swoje futerko. Tymczasem Kaa wypełznął na środek tarasu i tak głośno kłapnął szczękami, że oczy wszystkich małp w jednej chwili zwróciły się w jego stronę.
— Księżyc zachodzi — odezwał się. — Czy jeszcze jest natyle jasno, byście mnie widziały?