Strona:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


sypiąca się w gruzy. Sklepienie tej budowli w połowie zawaliło się i zatarasowało podziemny korytarz, przez który księżniczki przedostawały się tutaj z pałacu. Ściany były wyłożone płytami z mleczno-białego marmuru, dzierganemi w przepiękne desenie, i nabijanemi suto jaspisem, agatami, chalcedonem i lapis lazuli; właśnie nad wzgórkiem wzniósł się księżyc i przez rzeźbione otwory zaglądał do wnętrza, rozsnuwając po ziemi cienie, podobne do czarnego aksamitnego haftu.
Mowgli, choć obolały na całem ciele, senny i zgłodniały, nie mógł powstrzymać się od śmiechu, gdy małpy — po dwadzieścia naraz — jęły go przekonywać, jak potężnem, mądrem, wielkiem i szlachetnem jest plemię Bandar-logu, i jak niemądrze postąpił, zamierzając je opuścić.
— Jesteśmy wielkie! Jesteśmy swobodne! — wrzeszczały. — Jesteśmy zachwycające! Jesteśmy najznakomitszem plemieniem w całej puszczy! Wszystkie jesteśmy tego zdania, więc musi to być prawdą! Ponieważ zyskałyśmy w tobie nowego słuchacza, który może zanieść plemionom puszczy nasze słowa — by odtąd te plemiona zechciały zwracać na nas należytą uwagę — przeto opowiemy ci wszystko, co powinieneś wiedzieć o naszych niezrównanych osobach!
Mowgli nie sprzeciwiał się temu, przeto małpy całemi setkami zgromadziły się na tarasie, przysłuchując się mówcom, opiewającym chwałę Bandar-logu. Ilekroć który z mówców przerwał, nie