Strona:Romuald Minkiewicz - U wiecznych wrót tęsknicy.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pokoleniom ostawię czyny —
po ojcach wielkich, — wielkie wskrzeszę syny, —
kiedyś, — — będziecie wolni!
Co złego w was i co marne,
to jako plewy i ziele złe zgarnę;
co chwastu na waszej roli
i co szkodzi wam i co was boli,
to ukoję — czasu przebiegiem...
Przejdziecie jeszcze niejedną nędzę
i niejedną przebolicie próbę.
A jeżeli lichego serca ludzie
w was samych gotują wam zgubę, —
ja ich powołam, — i jak plewo zmiotę!
I w ziarnach tu — na dnie — przechowam cnotę!
Za czas znów wrócę — i jeszcze razy wiele
przyjdę — Wiosna, z gwiazdą na czele
i żywot dam, — tlejący w zgliszcz popiele!«

(Noc listopadowa).

Takiemi są duchy, w trwanie wiekuiste wpatrzone, za trwaniem nieskończonem idące czynem żywym.
Takiemi są postacie, z tchnień wiekuistych, pełniących duszę Twórcy, zrodzone mocą Jego woli.
Takim też jest Duch Poety, promieniujący w tworach swych owo tchnienie, którem żywie.
Bowiem »opowiadając« ich dusze, swoją duszę opowiada.
Bowiem grając ich i twoje, czytelniku, twoje, widzu, serce człowiecze, »na tych strunach nanizanych« serce gra swoje, i swoją gra duszę.