Strona:Romuald Minkiewicz - U wiecznych wrót tęsknicy.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czulonego serca czytające z rysów ojca, starego lichwiarza, rzeczy tak straszne, że to serce przerażone bić przestaje.

Joas.  »Bracie, mnie jasność przejmywa
i widzę wtedy wskróś serca
i czytam wtedy pisane
myśli na czole ojcowém
i wiem, że są sprawiedliwe.
A gdy się, o broń że Jehowa,
myśl jakaś wkradnie mętliwa,
to zaraz mię serce zaboli.
Muzyka się moja urywa...
Natan.  Myślisz ty, że Bóg tobie gada?
Joas.  Że Bóg przezemnie ostrzega
przed karą, co późna spada...«

Brzmienie słów ostatnich zawiązkiem jest akcji Sędziów, zawiązkiem już grozą przeczuć nabrzmiałym: »kary, co późna spada«.
Nawet wśród ludzi tak prostych, jak królowa Althea w Meleagrze, lub jeszcze lepiej Młoda, ta brutalna Gospodyni księża i kochanka, od połajanek której rozpoczyna się Klątwa, nawet wśród nich akcja zawiązuje się wśród dziwnych, grozą wiejących przeczuć, objawiających się tutaj w jedynie możliwej u nich postaci snów, niepojętych, przejmujących, złowieszczo wróżebnych. I gdy w Klątwie kopacze, zgniewani nieustającem, dokuczliwem zrzędzeniem Młodej, »rzucają jej pod nogi motyki«, wołając:

»Grzesznico, — Bóg cię skarze!
Kajaj się życia twego! Strzeż dusze;