Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bytnością poznała po pewnych szczegółach wymyślnej serdeczności, oraz po zakłopotaniu pokazującej go Anetki, że tu się ulokuje.
Teraz będąc pokonaną, na swą korzyść, nie stawiała żadnego oporu. Osłabiona jeszcze po dyzenterji, poddała się z rozkoszą troskliwości psującej ją siostry. Wezwany lekarz stwierdził anemję i zalecił zmianę powietrza, pobyt w górach. Ale ani jednej, ani drugiej niespieszno było porzucać wspólnego gniazdka i, przymilając się do lekarza, wymogły na nim opinję, że ostatecznie w tej okolicy podmiejskiej powietrze jest równie dobre, a pod pewnym względem lepiej nawet, by Sylwja naprzód przyszła do sił w zupełnym spokoju, nim się znajdzie w ostrym górskim klimacie.
Sylwja mogła się tedy oddać lenistwu, co jej się dawno nie przydarzyło. Jakże rozkosznie było odespać wszystkie szalone noce, wszystkie godziny przeczuwane nad pracą, a najrozkoszniejszą rzeczą wydało jej się nie spać, ale spoczywać w miękkiej, pięknej pościeli, pławić się w niej całem, świadomem siebie ciałem i stopą szukać chłodnego miejsca na prześcieradle. Nadewszystko zaś marzyć... marzyć... Ach! Niezbyt daleko wybiegały te jej marzenia, krążąc wkółko, niby muchy po suficie. Nie kończyły się w nich nawet

76