Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zdania. A teraz cóż... żadna nie ustąpi, to rzecz pewna!
I przekonana, że nie ustąpi, że zostanie głupią do końca, uniosła bladą górną wargę i zaśmiała się gorzko. Nagle posłyszała w kurytarzu impetyczne kroki Anetki. Poznała ją zaraz i zerwała się z krzesła.
Anetka wraca! Dobra dziewczyna! Nie czekała na nią, była lepszą! Anetka weszła, zarumieniona od impetu swego i gorąca. Nie wiedziała idąc, co czyni, ale atmosfera pieca ognistego, panująca w półciemnym pokoju, roznieciła na nowo jej gniew szalony. Zbliżyła się do Sylwji, która jej padła na szyje, ścisnęła rękami jej wilgotne od potu ramiona i nie oddając pocałunków, powiedziała z pasją:
— Zabieram cię... Ubieraj się... Nie gadaj nic!
Sylwja jednak zaczęła gadać, by nie stracić wprawy, udawała, że protestuje, ale nie opierała się. Anetka ubrała ją porywczo, wdziała jej trzewiki, zapięła bluzkę, szorstkim gestem wsadziła na głowę kapelusz, a czyniąc to, potrząsała nią, niby workiem. Sylwja powtarzała: nie, nie, nie, wydawała dla formy krzyki oburzenia, ale ten brutalizm zachwycał ją. Gdy Anetka skończyła, Sylwja ujęła jej obie dłonie, pocałowała i rzekła, śmiejąc się z uciechy:

73