Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ostatnim przyjacielu, (jeśli byli inni, to zachowała ową wieść dla siebie), który studjował medycynę, a poznał się z nią na balu dzielnicowym (nie jadła obiadu, by nań pójść). Nie odznaczał się zbytnią pięknością, ale był miły, wysoki, ciemne miał włosy, oczy wesołe, sfałdowane w kącikach, rozdęte nozdrza, nos poczciwego psa, był przytem zabawny i serdeczny. Opisywała go bez najmniejszego skrupułu, ale życzliwie, sławiąc jego zalety, przesadzając zresztą potrochu, nader zadowolona z wyboru. Przerywała sama sobie śmiechem wobec pewnych wspomnień, o których mówiła, i innych, jakie przemilczała. Anetka zasłuchana, zmieszana, zaciekawiona, milczała, czasem jeno wsuwając trwożne słówko. Sylwja trzymała jej dłoń, a drugą, wolną ręką, nie przestając mówić, dotykała pieszczotliwie jej palców po kolei, jakby liczyła ziarna różańca. Dostrzegała zmieszanie siostry, ale lubowała się tem i to ją bawiło.
Dziewczęta siedziały na ławce pod drzewami i nie widziały się, gdyż pociemniało całkiem. Sylwja skorzystała z tego i przytoczyła kilka scen wyuzdanych, a nader czułych, w celu zastraszenia starszej siostry. Anetka przejrzała jej chytrość, nie wiedziała, czy śmiać się, czy burczeć, radaby udzielić nagany, ale młodsza siostra była tak

59