Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zawstydzeniem niejasnem i nieokreślonem, jakby jakieś oczy patrzyły z ukrycia. By ujść temu uczuciu, wchodzi w wodę, która jej sięga po brodę. Czarna woda obejmuje ją żywym oplotem, a ljany grube wiją się wokół jej nóg. Chce się uwolnić i zanurza się cała. Ponad nią, na powierzchni stawu błyszczy oko słońca. Rozgniewana uderza stopą w dno i wynurza się. Woda jest teraz szara, mętna, brudna. Ale na połyskliwej warstwie nawierzchnej błyszczy dalej słońce. Anetka, ogarnięta chęcią wydobycia się z mokrej, nieczystej toni, chwyta gałąź wierzby nad wodą zwieszonej. Liściaste, podobne skrzydłu witki okrywają nagie jej ramiona i biodra. Spływa cień nocy, chłód wieczorny rzeźwi ją dotknięciem...
Przychodzi do siebie. Kilka zaledwo sekund minęło od chwili, kiedy zapadła w marzenia. Słońce kryje się za wzgórza Saint-Cloud. Powietrze staje się zimne.
Wytrzeźwiona wstaje, drżąc potrochu i marszcząc brwi, niezadowolona, że dała się pociągnąć w stan półsnu, siada w głębi pokoju u kominka, przy ogniu. Miły to ogień, a palące się jasno polana mają zadanie raczej nęcić spojrzenie i dotrzymywać towarzystwa, niż ogrzewać. Przez otwarte okno płynie, wraz z wilgotnym powiewem wiosennej nocy, świegot melodyjny ptaków, co

6