Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie chcesz, moja droga? I owszem. Rób co ci się podoba, mniejsza z tem! Każdy sobie rzepkę skrobie. Jeśli ta idjotka cierpi, to jej własna wina, czemuż zachowuje się zawsze tak śmiesznie serjo?
(Wszyscy byli tego samego zdania).
Anetka wycofała się wkońcu z walki. Sylwja z Tulliem organizowała przedstawienie żywych obrazów, w których miała ukazać wszystkie swe powaby i kilka innych w dodatku. (Ta mała czarownica paryska umiała przy pomocy kilku szmatek przeistaczać się ciągle, tworzyć sobowtóry, piękniejsze jeszcze od oryginału, które jednak razem wzięte czyniły oryginał stokroć pożądańszym). Klęskę poniosłaby Anetka, chcąc na tym terenie walczyć z siostrą. Wiedziała o tem i, uznając się zgóry za pobitą, usunęła się od udziału pod pozorem niedyspozycji, co zresztą uzasadniał jej wygląd obecny. Tullio nie nalegał wcale. Zrezygnowawszy, uczuła atoli natychmiast żal, że wyzbyła się wszelkiej broni. Walka beznadziejna nawet, mieści w sobie nadzieję. Teraz musiała zostawić Sylwję sam na sam z Tulliem przez część dnia. Umyśliła tedy brać udział w każdej próbie, by im przeszkadzać. Ale stało się przeciwnie, podniecała ich jeno. Ta bezczelna dziewczyna powtarzała na złość po dziesięć

103