Strona:Respha.pdf/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w owym czasie domowego uczenia przedmioty do wykuwania, lecz coś, co dawało ogromny rozpęd myśli i wyobraźni. Toć patrząc na globus czy atlas w rękach matki i słuchając jej skromnego wykładu (mówiła zcicha i wolno), który jednak czcią dla nauki i jej umiłowaniem tchnął w każdem słowie — widziałem ziemię — Sacharę i palmy oazy, — Sfinksa zagrzebującego się stuleciami w piasek — i lody Północy. Płynąłem Drogą mleczną. Sięgałem w głąb zwartego jeszcze pąka róży; słyszałem rozgwar czyniony w puszczy podzwrotnikowej przez nieznane mi zwierzęta. Rozrastałem się śmiało i lotnie na wszystkie strony. — A szkoła — no, później o niej...

∗             ∗

Miły nasz ogródek najżywiej mi się przypomina, gdy na wiosnę kwitł cały w jakiemś żarliwem, młodem rozradowaniu, gdy kwitł swemi wiśniami, jabłoniami, gruszami — i później, gdy zakwitał marzeniem swych cudnych róż. Z tym ogródkiem wiążę jeszcze dwa wielkiej dla mnie wagi wspomnienia — mój pierwszy romans i moje zapoznanie się z ludźmi prostemi, z nizin.
W dzieciach marzycielskich i samotniczych romantyczne czy erotyczne popędy — we wszystkich chyba — wcześnie się budzą. Miałem wtedy lat jakieś dziewięć. Mówiłem już, że w wyborze ludzi, którzy nie „mrozili“ mnie, nie zawsze byłem szczęśliwy.