Strona:Rabindranath Tagore-Sadhana.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
247
OD TŁUMACZA

czyta w starych Upaniszadach to, co zapisano w jego własnej duszy. Tam przenosił na te ksiegi swoje poglądy, tu na nie przeniósł swój nastrój. Nic tu niema do rzeczy, że się nasz poeta, jak powiada, z Upaniszadów modli, my zaś staramy się je zrozumieć. Wiemy bowiem, że bez odczucia nastroju niema zrozumienia. Wiemy że: Omnis scriptura sacra eo spiritu debet legi, quo facta est (De imit. J. Chr., I, 5). Ale to znaczy, że trzeba — o ile to możliwe — na siebie przenieść uczucia tamtych ludzi. Poeta bengalski działa wręcz odwrotnie. On tchnął w Upaniszady własną dusze. Sam zaś jest entuzjastą optymizmu. Tak się złożyło. Nie daremnie przejął się Bhagavadgītą, która jest ewangelją miłości (bhakti) ludzi ku Bogu. Przy tem, już bardziej w zgodzie z Indjami, choć nie ze staremi Upaniszadarni, ale znowu z Bhagavadgītą, jest teistą o zabarwieniu wyraźnie panteistycznem. Albo nawet poprostu panteistą, bo chwilami tak wygląda, jakgdyby ów teizm, to tylko szereg obrazów poetyckich, rwących oczy zdaleka, ale rozpływających się zbliska w niewyraźne smugi.
Poeta nasz jest najprzedniejszym przedstawicielem tych prądów umysłowych, jakie