Strona:R. Henryk Savage - Moja oficjalna żona.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Gdy atoli oczy nasze spotkały się, obróciła głowę z uroczem zakłopotaniem.
W tej chwili zapukał pułkownik rosyjski.
— Państwo tak weseli — rzekł, wchodząc, gdyż śmiech nasz doleciał do jego przedziału — proszę gorąco pozwolić mi wziąć w tem udział.
To rzekłszy, jął znowu nadskakiwać pani Gaines w ten sposób, że krew we mnie zawrzała.
Pomyślałem w przystępie cnotliwego oburzenia, że w imię przyjaźni winienem ochronić żonę przyjaciela przed starczemi umizgami rosyjskiego Don Juana. Pogarda, jaką żywi w takich razach zakochany czterdziestopięcio­letni „młodzieniec“ dla sześćdziesięcioletniego, zalotnego „starca“ jest wprost straszna.
W celu spędzenia z pola współzawodnika, zacząłem kokietować z całej siły panią Gaines, oddając jej bezlik przysług z zapałem, niemężowskim iście. Uparłszy się, że maleńkie jej nóżki są zimne, owinąłem je w mój pled po­dróżny. Także, twierdząc, że nie siedzi wygodnie, podsunąłem poduszki z czułością zaślubionego przed dziesięciu minutami, a za każdym razem wykrzykiwałem:
— Coby na to powiedział Dick Gaines!
Ku wielkiemu zdumieniu rosyjskiego pułkownika wybuchała zawsze rozgłośnym śmiechem.
Ponieważ i on był bardzo rozbawiony, przeto spędziliśmy ze sobą czas wesoło, aż do chwili