Strona:Przybłęda Boży.djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mują pęczniejącą w ich gardzielach fanfarę zbawienia — cały ten koncert szczęśliwości oddala się, rozwiewa i cichnie, a mistyczna oktawa przytłumionych kotłów podkłada jeszcze swój sklepiony szmer, kiedy soprany w zawrotnych wysokościach, kiedy cały chór w tajemniczej ciszy jeszcze raz szepcze rozwiązanie zagadki wieczystej:

 Nad gwiaz-da-mi Nie-zmie-rzo-ny...

Fermata. Zgaszenie wszystkich ech. Zasklepienie ostatnich dźwięków w wibrujących, odwróconych kopułach kotłów, w drganiu ich wyprężonej skóry i odzewowym rezonansie miedzianych półkul.
Nowy rozdział. Nowa miara taktu (6/4), nowa tonacja (d-dur), nowa forma dawnej treści, nowe tempo, warjacja dziesiąta: Allegro energico, sempre ben marcato. W wielkich sforzatach staje altowy śpiew:

Uścisk dla was, milijony!
Ucałować cały świat!...

Pożar miłości zapalił pozostałe głosy. Sopran wpadł w drugim takcie z przeciwtematem, z rytmicznie odmienioną melodją Radości:

O Radości, iskro Boża,
Elizejskich córo dróg,
W naszych oczach ognia zorza,
Gdy twój przekraczamy próg.

W ostatnie słowa sopranu wplata się bas tym samym tematem, równocześnie tenor z tematem altu: „Uścisk dla was, milijony!“ podczas gdy sopran wykrzykuje zapamiętale i wysoko: „Radość! Radość!“ Rozwijają się i splatają węzły i człony olbrzymiej fugi, podwójnej fugi słów i muzyki. Głosy ludzkie zdobywają się na niebywałą siłę oddechu — nawalna wichura szaleje! —