Strona:Przybłęda Boży.djvu/330

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bliżej. I napięcie powszechnego milczenia sięga niemożliwego szczytu: na chwilę wyzwoli je w powtórzeniu części pierwszego tematu, jeszcze jedno podniesienie dynamiczne — ciszej — w smyczkach drżą ścichające akordy, głucho stukają kotły — w drzewie nad tem ciężko brzmi kilkakrotne ges, jak pojęk uciekających ech, które nie wrócą, bo skonał głos wywołujący je — krótkie wielkie crescendo zebrane w arpedżjowanym akordzie — jeszcze jeden powiew, jak reminiscencja bez wyraźnej formy — i na czterokrotnem leciutkiem powtórzeniu akordu kończy się najcudowniejsze pod słońcem Adagio.

Presto, które wpada teraz, łączy się bez pauzy z poprzednią częścią: Adagio nie kończyło się fermatą, jak część pierwsza i druga. Ale my tu jednak zatrzymajmy się przez jedną chwilę. Uprzytomnijmy sobie najpierw rozmiary orkiestry Dziewiątej Symfonji za życia Beethovena: smyczki pomnożono do niesłychanej na owe czasy cyfry 46, instrumenty dęte zdwojono; czwarta część Symfonji zaabsorbowała ponadto szereg dodatkowych instrumentów: flet piccolo, kontrafagot, triangel, czynele i wielki bęben. Prócz tego wymaga obsada czterech dzielnych śpiewaków — solistów, a chór nie może być zanadto silny. Stąd to estrada dzisiejszych sal w dniu wykonywania Symfonji Radości roi się od tłumu wykonawców, zmobilizowanych z całego miasta. Nikt, kto śpiewać umie, trąbić lub wodzić smyczek, nie może być nieobecny. Dzień ten zawsze jest świętem ogólnem, w które jak w rocznicę zdobycia Bastylji zapala się ognie radości.
O ramach finału Dziewiątej Symfonji może nam także coś powiedzieć ilość zmian taktu i tonacji. W jednej tej części symfonicznej tonacje odmieniają się trzynaście, miary taktu czternaście razy. Jest to mały