Strona:Przybłęda Boży.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiać komuś cierpienie przy mojem dobrem dziele dla drogiego Karola... Wiesz, że co mam najlepszego, odsunąłem gwoli mojego Karola, błogosław memu dziełu, błogosław wdowie“...
Pani Joanna tymczasem żyła sobie wesoło, trwoniąc majątek po mężu i piętrząc długi. Dziecko postanowiła odebrać za wszelką cenę, siłą lub podstępem, prawnie czy bezprawnie. Ale wśród wszystkich zgryzot nie zapominała o rozkoszach uciekającej młodości. Beethoven pisze do kierownika pensjonatu, w którym umieścił bratanka: „Tej nocy ta „królowa nocy“ do trzeciej godziny była na balu artystycznym, nietylko z umysłową swoją golizną, ale i cielesną — za 20 franków, szeptano pokątnie, można ją mieć — to straszne...“
Wszystkie te obserwacje musiały niesłychanie utwierdzać opór opiekuna. Lepiejby takiej matce było, gdyby jej kamień zawieszono młyński u szyi. Według słów świadka bliskość jej „zapowietrzała chłopca“. Beethoven coraz silniej, zębami, bronił i przysięgał, że za nic nie odda. Te bóle i walki coraz mocniej skuwały go z bratankiem.

Rozpoczął się teraz okres pięcioletni o pozorach nieurodzaju. Od kongresu wiedeńskiego do roku 1820 powstały dwie sonaty fortepianowe, dwie wiolonczelowe i dwa kwintety. Prócz marsza, kantaty i szeregu pieśni okres ten znaczy się szkicami i pomysłami nieskrystalizowanemi. Znaleziono więc projekty z roku 1815 do symfonji h-moll i do szóstego koncertu fortepianowego (d-dur), z następnego roku notatki do tria f-dur. Świtała nowa epoka, ale jeszcze słońce wielkie wzejść nie mogło. Jeszcze tuż nad ziemią snuły się dymy, opary i mgły, a w łonie gleby dokonywał się słodki proces dojrzewania. Leżały szmaty i pasma