Strona:Przybłęda Boży.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nawrót hymnu w całej pompie. Presto powtarza się, hymn wkońcu wraca krótką reminiscencją, lecz głuszy go pięć siekących akordów.
Z impetem: Salwa!! — Cisza... — Jeszcze raz: Salwa!! — Cisza... Dwa razy trzasło jak sto bębnów. I w zawrotnym kołowrocie wytoczył się tańczący tłum, w przekornie akcentowanych taktach prawie słowiańskiego rytmu. Szał ogarnął wszystko. Ziemia tańczy! Rozkolebały się gwiazdy w tym wyzutym kołysie przyrodzonego pulsu. Strach pomyśleć, co teraz będzie, jeśli się nie jest w samym ośrodku tego zamętu, trzymanego w karnych ryzach orkiestralnych. Przecież gdyby to puścić bezpańsko, gdyby to poszło samowolnie, stratowałoby wszelki ład, zmiażdżyłoby, rozniosło na cztery wiatry! Ale jest wściekle ujarzmione. I jak! Nie w potędze wzmocnionego zespołu symfonicznego, lecz w kleszczach małej, pierwotnej orkiestry, tej samej, która objęła Pierwszą i Drugą Symfonję. Później, od Eroiki do Pastoralnej, rozszerzona została znacznie, a w Symfonji Siódmej, w tej wielkiej i rozpasanej, znów skurczyła się — w męskiej połowie dwie ma tylko waltornie i dwie trąbki, a żadnej cięższej blachy — jakby na dowód, że niema nic niemożliwego. Siły nie stworzy się fizycznie, jeśli nie bucha z wnętrza. Nie ujarzmi się nic, skoro się nie umie jarzmić okiem. Niewielu było takich, którzy, „gryźli sercem“, a nad nich mocniejszych nie było. Nie słyszy nic, kto nie jest głuchy. Tu rozpowito wszystkie moce, z łańcuchów spuszczono wszystkie bestje, gromy, radosne wieści, pomruki, fanfary, hymny i gesty. To wszystko zaniosło się tańcem nad tańce. I w tej bezmiernej uczcie ruchu stopiło się w nowy żywioł, zlało w siłę posłuszną, która dobro czyni. Potęgi niebieskie wspomagają ten boski wysiłek, trzynastą pracę Herkulesa, zwyciężającego potwory u podnóży Ducha. A tu niema śladu krwi, nie-