Strona:Przybłęda Boży.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


spojrzenie przenosi się z objektu głównego na inny, zdradza się zawsze.
Bo musi być na powierzchni człowieczego ciała jeden bodaj ocalony punkt, niepodległy kunsztom i grą nieobjęty. Ten punkt, to ostatnia wysepka szczerości, która schroniła się do zakamarków oczu, w rozciągliwą czerń tajemnego tunelu źrenicy, w przepysznie malowane misterjum tęczówki; ta wysepka zniweczyć się nie da, bo nie należy do mimiki. Kto tu czytać umie, temu ten jeden blady błysk wiele odsłoni. Niedarmo wśród wszystkich narządów jedno oko, oko najrozmowniejsze, oko światłochłonne — posiada łaskę sięgania tam, kędy nie sięga dotyk ani smak ani słuch ani powonienie. Niedarmo jedno tylko oko włada nad cudem przebiegania tryljonów i kwadryljonów mil w czasie jednego swego mgnienia; ten lśniący krągły diament z jednaką swobodą zawisa na gwieździe, by zaraz przenieść się na drobny kształt muszki zamkniętej w złotej trumience z bursztynu; ten równy, skończenie kulisty arcytwór boży niedarmo ciepło i oczyszczenie bezustanne ma w kąpieli z łez gorących. Jaźnią oka jest przeczystość, jego żywiołem wszystko co jasne. Przed jednem tylko cudotwórczem słońcem mrużąc się pada na kolana. Świętym oka przywilejem jest zdolność odbijania obrazu niebios.
Skoro więc zhańbiono je, jak inne zmysły, skoro nie do widzenia już ma służyć, ale do przemądrzale powierzchownych rzutów oka, — zachowało sobie tę ostatnią wątłą przystań, ten kończący moment trwającego spojrzenia, i w tem drgnieniu mówi jasno, ukazuje się bez fałszu.
Tu więc musiałby w źrenicach Bettiny zatlić się zdradziecki ognik, gdyby na której z przechadzek u boku Beethovena zrodziła się w niej nagle tęsknota kobiety. Chwila taka nie przyszła. Może mimo całej