Strona:Przybłęda Boży.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Platon może w rydwanie uskrzydlonych koni, Michał Anioł archanielski w geście prawicy mojżeszowej, ale nikt inny, nikt... Ja to mam wcielić, ja zapłodnić świat ziarnkiem, które pośrodku mego czoła złożył wielki, dobry Bóg.
Słuchajcie: jestem smutny i jestem szczęśliwy. Mam w sobie ból najwyższy i sumę rozkoszy, stokroć nad wasze większej. To jeszcze przyjdzie — pokażę — nie schowam zazdrośnie — pokażę, jak Bóg, nie zniżając się, z człowiekiem jest prostym, jak człowiek, ten codzienny, najmizerniejszy człowiek, ciszę pomazania Boskiego na sobie nosi w cuchnącej szmacie żebraczej.
To wszystko w tej pokornej bez złorzeczeń pieśni Largo e mesto, szerokiej i smutnej, spoczywa na dnie w przeczuciu bolesnem — ale teraz mam pewność, teraz nie wątpię, teraz otwieram drzwi waszego, waszego świata i w spokojnem namaszczeniu obwieszczam:
— „SIŁA JEST MORALNOŚCIĄ CZŁOWIEKA WZBIJAJĄCEGO SIĘ PONAD INNYCH — I ONA JEST MORALNOŚCIĄ MOJĄ“.
Zapamiętajcie te słowa. One powrócą w mojem orędziu, powrócą w stokrotnych do drzwi losu pukaniach, w każdym dźwięku, w każdej drzazdze w walce odrąbanej i w powtarzaniach stokrotnych:
„Kraft ist die Moral des Menschen“.
Ja wam pokażę rytm życia, bogactwa wnętrza ziemi, poezję przestworów, tragedję człowieka. Ja w sobie przełamałem ołtarz ziemski, ołtarz zrobiony, a teraz na inny głazy znoszę straszliwe. Ja w gruzie zagubionej ideologji odszukałem ciężką pracą, uszu moich, uszu poświęceniem, odszukałem nić wyjścia, idę dalej i ciągnę was za sobą, opornych, ociężałych, bałamutnych, tragicznych. Czy to nie jest radosne,