Strona:Przemysły.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Fruwając z sercem, jak z balastem,
Które obciąża dumny lot...

Zanim poezji zniknie zwid już,
Pamiętaj, że jest prawda szczera.
Lepszy jest Roentgen, niż Owidjusz,
I Pasteur większy od Homera.

Przemija twoja próżna glorja,
Zasługa bierze w świecie prym,
Ja zbudowałem sanatorja
Piękniejsze, niźli rym.


POETA:
Ach, wiersze, wiersze! kto je czyta?
Próżno me serce o nie pyta,
Napróżno pisze tysiąc rąk
Tyle zbytecznych słodkich ksiąg...

O, mój Wergili! mój Horacy!
Ukaż mi swą poezję pracy,
Przemysł, maszyny, rozpęd, szał...
I żartem proszę cię. Wergili,
Pozostań przy mnie od tej chwili,
Żebym się z tobą razem śmiał...

Masz rację, pyszny inżynierze,
Zaproponuję ci przymierze, —