Strona:Przemysły.djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Strudzony tułaczką błędną,
Wróciłem znów na to miejsce;
Ale wszędzie jest tylko jedno:
Moje biedne obłąkane serce...
Słyszę, — płaczą, płaczą za ścianą,
Gdy po nocach, straszony snami,
Budzę się, jakby mnie chciano
Ukamionować klęskami!

Błądzę po świata ogrodzie,
Gorzkie połykam łzy.
A po drogach szarpią mi odzież
I szczekają ogromne psy.
Boję się, boję się psów!
Rzucają się zgrają wściekłą.
Uciekam. Uciekam znów.
Uciekam przez całe piekło!

Najsamotniejszy na świecie,
Z chorem i błędnem sercem,
Wędruję przez tysiąclecia
I wracam znów na to miejsce.

Na zawsze do ciebie się przyznam,
Ziemio, którą niebo przeraża!
W każdym kraju jest moja ojczyzna,
I mam groby na wszystkich cmentarzach!