Strona:Przemysły.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Już żałobne chorągwie targa wiatr jesienny,
I głuchy dzwon na trwogę jęczy w całem mieście.
— Już sami zostaliśmy w czuwaniu bezsennem...
Zabierzcie czarną trumnę i dalej odwieźcie.

Wykonać nam testament zostaje ostatni,
Gorące proste słowa, — milczące najgłośniej, —
W pocałunku ojcowskim lub uścisku bratnim
Zwiastujące — jesienią budzone przedwiośnie.

Po tym trudzie straszliwym pot spływa na czoło.
Niech wieczny odpoczynek zdejmie wieczną troskę.
Oddajmy wielką pracą hołd Jego popiołom,
Na serce, które pękło, połóżcie mu Polskę.