Strona:Przemysły.djvu/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wyczekuje poczta gości, —
Rąk matczynych serdeczności!...

Czemuś w głębi wzrok utopił,
Czy cię miodny szalej opił,
Jaka siła w dal cię goni,
Że wyciągasz ręce do niej?

Czerwień słońca ścieka z wody,
Wyszły srebrne horowody,
Serce gwiazdy nie wysłowi...
Komu jedziesz?... księżycowi?!

Pogardziłeś miłym domem,
Wytęskniony za ogromem,
Głębną wodą, trudną drogą,
Czemu płyniesz — do nikogo?

A ty pieśnią, słów okruchem,
Umiesz mówić z Bogiem - Duchem,
Piorun w ustach serce męczy,
Przekrojone łukiem tęczy...

Zaśpiewali ci anieli
(Anioł nazwał się Anhelli),
Zaśpiewali, wydzwonili
Moc i chwałę wiecznej chwili.