Strona:Przemysły.djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


O BUDOWANIU DOMU

Gdy szpadle w piach uderzą, w twarde zwarte grudy,
Śpiewaj, muzo, dom nowy! Śpiewaj przyszłe trudy!
Z głębi ziemi garbatej, z pod smugi ziarnistej
Wyrośnie drzewo ludzkie, pion pięter strzelisty.
Wystawi bloki boków na wiatrów okręty,
Korzeniem sięgnie w glebne głębne fundamenty.
Rozpędem architekta i natchnieniem w planie
Z gruzu światem wytryśnie i w rozpędzie stanie.
O, muzo, śpiewaj domy! o, śpiewaj budowę!
Znoje robót, rąk trudy i zdarzenia nowe!
Wiatr zbiera lotne piaski w osypisku śniadem,
Wilgna glina pod ciężkim spoczywa pokładem,
W sinym boru pnie drzewne kryją tęgie zwoje,
Białodrzewie szumiące w modre patrzy zdroje...
Piach gęsty wózki wiozą, topór dzwoni w lesie,
Będą drwa na podporę, na krokwie, przyciesie,
Tartak wodny na belki i na deski przetrze,
Smolny zapach, wkroplony w żywiczne powietrze...
Ułożone ścianami, rude, prędkie cegły
Już piętrami skoczyły, szeregami wbiegły,
I sześcianem stanęły, jak czerwiennym złomem.
Domem dumnym pod niebem błękitnie widomem!
Już słońce w blasków miodnym roztapia się skwarze,
Z rusztowania wzniosłego śpiewają murarze