Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/320

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    316
    dramat.


    Królewna.

    Nie: ale lepiéj, że się trochę uspokoją
    Wściekłe myśli, i otrę oczy, co się znoją.
    O miłosierne niebo! skąd czekam ratunku,
    Ulituj się w tak ciężkim będącéj frasunku;
    Skończ mój ból i ratuj mię, choć przez cudze szczęście,
    Albo mi serce odmień, albo to zamęście
    Ximeny pospiesz; trzema nam na tym należy;
    A gdy dojdzie, ja-m wyszła i z okow i z więzy.
    Ich związek, moja wolność, ten utnie me treny;
    Ale się bawię długo, pódźmy do Ximeny.


    SCENA IV.
    Gomes, Diego.
    Gomes.

    Przewiodłeś! i królowi tak się podobało.
    Dać ci to, co samemu mnie przynależało!
    A to już cię mianował za marszałka w radzie.

    Diego.

    Ten urząd, który dzisiaj pan nasz na mię kładzie,.
    Mając wzgląd na zasługi i na lata zeszłe,
    Świadczy, że sprawiedliwie płaci służby przeszłe.

    Gomes.

    I królowie choć wielcy, przecie to są ludzie,
    Mogą się jak my mylić i potknąć na grudzie,
    I z oddania tej łaski postrzeże się drugi:
    Że tu nie dobrze płacą, choć świeże zasługi.

    Diego.

    Szkoda się tą rozmową, boć nie miła, bawić;
    Mnie ten urząd tak mogła łaska pańska sprawić,
    Jako moja wysługa. Podobno w tym braku
    Tyś był godniejszy; ale ja-m przypadł do smaku.
    To szczęście domu mego pomnóż z twojéj strony,
    I życz synowi memu z domu twego żony.
    Boderik się w Ximenie kocha i ja-m chciwy
    Złączyć się z domem twoim przez związek życzliwy.
    Proszę, nie gardź tą prośbą i przyjm go za zięcia.

    Gomes.

    Kiedyś ty już marszałkiem został u książęcia,
    Roderik może patrzyć wyżéj, i urzędy
    Ojcowskie otworzą mu chętnie wrota wszędy.