Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/291

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    CCXV.

    „Jeszcze ja sama wdałam go w te fochy
    I prawie-m była dla niego zwodnicą,
    Gdym mu, nie wiedząc, żeby tak był płochy,
    Zleciła mścić się nad tą paskudnicą!
    Snadź to ty mniemasz, że ludzkie macłochy
    W niebo przeniesiesz tą swoją łożnicą?
    Nic z tego: sam téj Jowisz nie osadzi
    W niebie, co ze mną na ziemi się wadzi.

    CCXVI.

    „Czy to rozumiesz, niegodny wyrodku,
    Że mi tak spieszne dokuczyły lata,
    Że już nie mogę więcej mieć przypłodku
    I urodzić ci poćciwszego brata?
    A ja, żeby cię pogrążyć do spodku
    I żeby-ć mych łask cięższa była strata,
    Między podlejszych niewolników gminem
    Wezmę jednego i zrobię go synem.

    CCXVII.

    „Jemu dam strzały, miłości szafarki,
    Jemu pochodnią, łubie i łuk tęgi
    I w pstre skrzydełka ustroję mu barki,
    A ciebie w grube ubiorę siermięgi
    I bakałarza-ć tak wsadzę na karki,
    Że cię oduczy do panien włóczęgi!
    Obaczę, jak się poprawisz do roku,
    Gdy-ć w cuchthauzie ujmą i obroku.

    CCXVIII.

    „Jeszcześ ty z młodu wyrządzał mi figle,
    Aniś honoru oddawał winnego,
    I panie duszki często niedościgle
    Wodziłeś, zdrajco, do Marsa mojego.
    Alem cię teraz doszła jak po igle
    I zapłacisz mi za się i za niego.
    Wnet do samsiadów po poradę idę,
    Jako cię światu podać mam w ohydę“.