Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
CXCI.

Nie mogła dłużéj swoich żalów głosić,
Gorzkiego płaczu zaduszona stokiem.
Wstaje nakoniec. Myśli długo dosić,
Kędy się błędnym obrócić ma krokiem;
Ale że nie chce bólów więcéj znosić,
Zdesperowana stawa nad potokiem
I tam, gdzie z gruntu piaski nurt wyrzuca
I gdzie najgłębszy, na głowę się rzuca.

CXCII.

Wprzód jednak rzekła: „Patrz, że sobie karę,
Zdradzony mężu, i jaką zadaję.
Za niedowiarstwo i złamaną wiarę
Nie mogę więcéj dać nad to, co daję.
Tylko niech, kiedy krzywdy twojéj miarę
Śmiercią wypełnię, w łasce twéj zostaję.
Niechaj ta woda zakał ten odkwasi,
Mój grzech omyje i twój gniew zagasi“.

CXCIII.

Ale ją potok, jak wpadła na wiry,
Na drugiéj stronie składa na murawie.
Czy sobie wspomniał, że Kupido Tyry
I wodnym bogom daje niełaskawie,
Czy to był pięknych oczu skutek szczyry,
Że go jak słońca wysuszyły prawie.
Jeśli głębokość rzek oczy wysuszą,
Dopioroż serca schnąć i goreć muszą!

CXCIV.

Widzi, wyszedszy z strasznego potopu,
Satyra, który ubluszczony w wieńce
Trawne, kosmaty i podobny chłopu;
W jakim więc stroju widzieć u nas żeńce,
Gdy ostatniego dopędzają snopu.
Przy nim, na nowéj trawie i bagience,
Pasą się puste koźlęta z baranki,
A on trzodom swym przygrawa w multanki.